"Tao jest ukrytą skarbnicą wszechrzeczy.
Skarbem uczciwych, ochroną błądzących.
Dobre słowo zawsze znajdzie adresata.
Dobry uczynek może być darem dla innych.
To, że człowiek zbacza z właściwej ścieżki,
Nie oznacza, że należy go przegnać.
Dlatego w czasie koronacji cesarza
Lub podczas powołania wysokich urzędników
Niech inni ofiarują drogocenne klejnoty i konne zaprzęgi.
Ty ofiaruj Tao, nie ruszając się z miejsca.
Dlaczego starożytni cenili Tao?
Czyż nie ze względu na zawartą w nim moc, którą odnajdą poszukujący,
A wtedy winnym odpuszczone zostaną występki?
Dlatego Tao jest tak wielkim skarbem."
- Lao Tzu, "Tao Te Ching"
Propagujemy filozofię życia w zgodzie z naturą oraz myśl taoistyczną, która jest naszą inspiracją. Zajmujemy się nauczaniem jogi tao i chi kung.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą filozofia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą filozofia. Pokaż wszystkie posty
piątek, 3 czerwca 2016
niedziela, 28 czerwca 2015
Terapia Laozi
Leczy z nadużywania siebie i innych, wynoszenia się ponad bliźnich, urojeń i ciągłej walki z życiem
Marcin Fabjański-
Marcin Fabjański-
Włóczę się między drzewami w chmurze myśli. Zmysły wpuszczają puszczę do środka tylko przebłyskami: światło słońca na konarze, zapach rozmiękłej szyszki, przelatujące dzięcioły, pisk sikorek, głuche ocieranie się drzew w rytm wiatru; odgłos zrywania się do biegu - szybki skręt głowy - widok żubrów znikających w chaszczach. Przekroczyłem granicę puszczy, ale nic mi to nie dało, bo nie umiem przekroczyć granicy siebie.
A powinno. Badania neuropsychologów pokazały, że bycie w naturze resetuje mózg. Kiedy podłączamy się wszystkimi zmysłami do nieskończonej złożoności natury (w przeciwieństwie do powtarzających się wzorców w urządzeniach elektronicznych), ciało reaguje spokojem, a umysł klarownością. Inteligencja się wyostrza. Stajemy się twórczy i napełnia nas poczucie sensu istnienia.
Ja jednak pozostaję w dramaturgii mojego ego, nie docieram do dramaturgii procesu życia. Przyniosłem do Puszczy Białowieskiej swój rozchwiany świat. Chodzę po niej jak po spacerniaku i rodzi się we mnie awersja do chmar myśli większa nawet niż do chmar strzyżaków, które lądują na ciele jelenia i zrzucają skrzydełka, bo znalazły swój świat i nic poza granicami jeleniego ciała ich nie interesuje, a teraz najwyraźniej pomyliły jelenia ze mną.
Awersja oznacza, że zgubiłem tao. Rozstroiłem się z naturą. Zainwestowałem mentalne zasoby w myślenie i fortyfikowanie ego. Zacząłem oceniać doświadczenie. Stając się sędzią procesu istnienia, wyjąłem siebie z cyklu życia. To podstawowy poznawczy, intelektualny i emocjonalny błąd.
Laozi pisze w "Daodejing" (Księdze Drogi i Cnoty): "Bez żądzy - oto jak powinno się obserwować cudowność wszystkich rzeczy. Żądza sprawia, że widzimy tylko granice rzeczy". A mnie się wydawało, że muszę dodać coś do doświadczenia, żeby było lepsze.
W filozofii tao wszystko jest w relacji ze wszystkim innym. "Prawdziwi ludzie to ci, którym udało się stopić w jedno swe myśli i działania z nigdy nieustającymi przekształceniami wszechświata. Kiedy ludzie tacy zjednoczą się już z tao, ich działania wypływają z głębi ich jestestwa, nie roztrząsają już swoich czynów i zachowań ani się nad nimi nie zastanawiają. Uwolnieni od wolnej woli, odzwierciedlają każdą pojawiającą się sytuację z doskonałą wyrazistością i dzięki temu reagują w jedyny możliwy, a zarazem idealnie z nią zharmonizowany sposób". Tak pisze badaczka psychologii taoistycznej Livia Kohn o tym, czego uczy nas taoistyczny mędrzec Zhuangzi.
"Daodejing": "Mędrcy są jak lustro, nie odrzucają rzeczy ani nie wychodzą im naprzeciw. Reagują na wszystko, ale niczego nie kolekcjonują. Dlatego ciągła zmiana nie może ich zranić".
Na Zachodzie co najmniej od czasów Platona myślimy inaczej. Wyjęliśmy naszą istotę z procesu życia i nazwaliśmy ją duszą. Jeśli się uprzemy, żeby bronić istnienia platońskiej lub chrześcijańskiej duszy, która porusza tym ciałem i nadaje mu tożsamość, to musimy przyznać, że ma dla nas ona sens tylko pod pewnymi warunkami. Taka tożsamość musi wypływać z niej samej. Dusza - żeby nie była wybrakowana - powinna mieć swoją inteligencję, zdolność wyborów moralnych (bo jak inaczej zasłuży na niebo lub piekło?) i wewnętrzne piękno. Musi być słońcem, które świeci własnym blaskiem, a nie księżycem, który tylko go odbija. Inaczej nie byłoby się o co teologom bić, a filozofię Platona, do której podobno cała zachodnia filozofia jest komentarzem, moglibyśmy nazwać zbiorowym urojeniem.
Takiej duszy - wyjętej z procesu życia - w puszczy ani w filozofii tao nie znajdziemy. Wybijemy sobie zęby już na pierwszej cesze tej duszy - inteligencji. Inteligencja nie wypływa z pnia lipy, serca dzięcioła trójpalczastego rozkuwającego szyszkę ani nawet z mózgów bobrów, które zbiorowym wysiłkiem budują tamę. Inteligencja przenika cały proces życia. Jest bezgraniczna. Jeśli już musimy ją jakoś nazwać, to najlepiej inteligencją otwartego źródła.
Filozofowie szukali kiedyś metafor komputerowych, by pokazać relację między umysłem i ciałem. Według tao nie jesteśmy software'em i hardware'em - jesteśmy chmurą. Świadomość nie jest dla taoistycznych mędrców funkcją ciała ani czymś samoistnym. Świadomość pływa w procesie życia. Uznanie tego wglądu jest ostateczną terapią z lęku, podrażnionej ambicji, pragnienia. To za upieranie się przy osobnej duszy płacimy lękiem oddzielenia. Dorastając w zachodnim środowisku kulturowym, wykupiliśmy abonament na narrację, której głównym bohaterem jest nieśmiertelność. Albo ją uznajemy, rojąc byty, które ją gwarantują, takie jak Bóg - albo odrzucamy jako materialiści. W obu przypadkach wykopujemy dół między nami a doświadczeniem. Hiszpański filozof Miguel de Unamuno tak zdiagnozował tę chorobę: "Człowiek to istota trawiona przez głód nieśmiertelności".
Jest ona doskonale znana również na Wschodzie. Mencjusz opisuje mistrza tao, który odpędza od siebie uczniów pragnących przedłużać jego życie specjalnym eliksirem. Nie chce mieć z nimi do czynienia, bo są bezczelni, zamierzają zaburzyć naturalny proces, przeciwstawić się umieraniu jednostki, powrotowi do wiecznego tao. Taoizm jest detoksykacją z (psychologicznego uzależnienia od) nieśmiertelności.
***
"Nie ma w niej opisów historycznych, doktryn ani list nakazów moralnych" - piszą o "Daodejing" jej najlepsi chyba tłumacze na angielski Roger T. Ames oraz David L. Hall. Jest za to zbiór aforyzmów, z którymi czytelnik wchodzi w osobistą relację. Te aforyzmy wymuszają uprawianie filozofii. Czytelnik nie ma wyjścia - projektuje na tekst księgi scenariusze ze swojego życia.
Być może "Daodejing", najczęściej po Biblii tłumaczona książka świata, to najlepsza pedagogika w historii ludzkości - angażująca, wzburzająca, terapeutyczna. Jest jak matryca, która przetwarza nasze wewnętrzne opowieści we wgląd w naturę rzeczywistości. Zmusza, by czytać ją wiele razy. W różnych fazach życia, w różnych miejscach i nastrojach. A wcale nie musiała powstać.
Legenda głosi, że Laozi, którego imię znaczy "Stary Mistrz", postanowił porzucić pracę cesarskiego archiwisty i zamieszkać - jak mędrcy mieli w zwyczaju - w górach, idealnym miejscu do kontemplacji procesu życia. Cesarski pogranicznik rozpoznał go jednak, gdy zbliżył się na swoim wole do granicy, i zareagował z dużą odpowiedzialnością, choć niegrzecznie. Powiedział, że wypuści Laozi z Chin tylko wtedy, kiedy ten spisze swoje nauki. Był szósty wiek przed naszą erą.
"Daodejing" nie tylko naucza o płynności i wzajemnym uwarunkowaniu zjawisk na poziomie metafizycznym. Jest gotowym narzędziem nawigacji w codziennym życiu dla każdego, kto zechce studiować tao, by osiągnąć wewnętrzny spokój i klarowność umysłu.
Daje egzystencjalne pouczenie: "Co jest najbardziej istotne - sława czy życie? Co jest droższe - życie czy bogactwo? Co jest trudniej przeżyć - zysk czy utratę? Kto wiele oszczędza, ten poniesie duże straty. Kto wiele gromadzi, ten poniesie duże straty. Kto zna miarę, ten nie dozna niepowodzenia. Kto zna granicę, ten nie będzie w niebezpieczeństwie".
A powinno. Badania neuropsychologów pokazały, że bycie w naturze resetuje mózg. Kiedy podłączamy się wszystkimi zmysłami do nieskończonej złożoności natury (w przeciwieństwie do powtarzających się wzorców w urządzeniach elektronicznych), ciało reaguje spokojem, a umysł klarownością. Inteligencja się wyostrza. Stajemy się twórczy i napełnia nas poczucie sensu istnienia.
Ja jednak pozostaję w dramaturgii mojego ego, nie docieram do dramaturgii procesu życia. Przyniosłem do Puszczy Białowieskiej swój rozchwiany świat. Chodzę po niej jak po spacerniaku i rodzi się we mnie awersja do chmar myśli większa nawet niż do chmar strzyżaków, które lądują na ciele jelenia i zrzucają skrzydełka, bo znalazły swój świat i nic poza granicami jeleniego ciała ich nie interesuje, a teraz najwyraźniej pomyliły jelenia ze mną.
Awersja oznacza, że zgubiłem tao. Rozstroiłem się z naturą. Zainwestowałem mentalne zasoby w myślenie i fortyfikowanie ego. Zacząłem oceniać doświadczenie. Stając się sędzią procesu istnienia, wyjąłem siebie z cyklu życia. To podstawowy poznawczy, intelektualny i emocjonalny błąd.
Laozi pisze w "Daodejing" (Księdze Drogi i Cnoty): "Bez żądzy - oto jak powinno się obserwować cudowność wszystkich rzeczy. Żądza sprawia, że widzimy tylko granice rzeczy". A mnie się wydawało, że muszę dodać coś do doświadczenia, żeby było lepsze.
W filozofii tao wszystko jest w relacji ze wszystkim innym. "Prawdziwi ludzie to ci, którym udało się stopić w jedno swe myśli i działania z nigdy nieustającymi przekształceniami wszechświata. Kiedy ludzie tacy zjednoczą się już z tao, ich działania wypływają z głębi ich jestestwa, nie roztrząsają już swoich czynów i zachowań ani się nad nimi nie zastanawiają. Uwolnieni od wolnej woli, odzwierciedlają każdą pojawiającą się sytuację z doskonałą wyrazistością i dzięki temu reagują w jedyny możliwy, a zarazem idealnie z nią zharmonizowany sposób". Tak pisze badaczka psychologii taoistycznej Livia Kohn o tym, czego uczy nas taoistyczny mędrzec Zhuangzi.
"Daodejing": "Mędrcy są jak lustro, nie odrzucają rzeczy ani nie wychodzą im naprzeciw. Reagują na wszystko, ale niczego nie kolekcjonują. Dlatego ciągła zmiana nie może ich zranić".
Na Zachodzie co najmniej od czasów Platona myślimy inaczej. Wyjęliśmy naszą istotę z procesu życia i nazwaliśmy ją duszą. Jeśli się uprzemy, żeby bronić istnienia platońskiej lub chrześcijańskiej duszy, która porusza tym ciałem i nadaje mu tożsamość, to musimy przyznać, że ma dla nas ona sens tylko pod pewnymi warunkami. Taka tożsamość musi wypływać z niej samej. Dusza - żeby nie była wybrakowana - powinna mieć swoją inteligencję, zdolność wyborów moralnych (bo jak inaczej zasłuży na niebo lub piekło?) i wewnętrzne piękno. Musi być słońcem, które świeci własnym blaskiem, a nie księżycem, który tylko go odbija. Inaczej nie byłoby się o co teologom bić, a filozofię Platona, do której podobno cała zachodnia filozofia jest komentarzem, moglibyśmy nazwać zbiorowym urojeniem.
Takiej duszy - wyjętej z procesu życia - w puszczy ani w filozofii tao nie znajdziemy. Wybijemy sobie zęby już na pierwszej cesze tej duszy - inteligencji. Inteligencja nie wypływa z pnia lipy, serca dzięcioła trójpalczastego rozkuwającego szyszkę ani nawet z mózgów bobrów, które zbiorowym wysiłkiem budują tamę. Inteligencja przenika cały proces życia. Jest bezgraniczna. Jeśli już musimy ją jakoś nazwać, to najlepiej inteligencją otwartego źródła.
Filozofowie szukali kiedyś metafor komputerowych, by pokazać relację między umysłem i ciałem. Według tao nie jesteśmy software'em i hardware'em - jesteśmy chmurą. Świadomość nie jest dla taoistycznych mędrców funkcją ciała ani czymś samoistnym. Świadomość pływa w procesie życia. Uznanie tego wglądu jest ostateczną terapią z lęku, podrażnionej ambicji, pragnienia. To za upieranie się przy osobnej duszy płacimy lękiem oddzielenia. Dorastając w zachodnim środowisku kulturowym, wykupiliśmy abonament na narrację, której głównym bohaterem jest nieśmiertelność. Albo ją uznajemy, rojąc byty, które ją gwarantują, takie jak Bóg - albo odrzucamy jako materialiści. W obu przypadkach wykopujemy dół między nami a doświadczeniem. Hiszpański filozof Miguel de Unamuno tak zdiagnozował tę chorobę: "Człowiek to istota trawiona przez głód nieśmiertelności".
Jest ona doskonale znana również na Wschodzie. Mencjusz opisuje mistrza tao, który odpędza od siebie uczniów pragnących przedłużać jego życie specjalnym eliksirem. Nie chce mieć z nimi do czynienia, bo są bezczelni, zamierzają zaburzyć naturalny proces, przeciwstawić się umieraniu jednostki, powrotowi do wiecznego tao. Taoizm jest detoksykacją z (psychologicznego uzależnienia od) nieśmiertelności.
***
"Nie ma w niej opisów historycznych, doktryn ani list nakazów moralnych" - piszą o "Daodejing" jej najlepsi chyba tłumacze na angielski Roger T. Ames oraz David L. Hall. Jest za to zbiór aforyzmów, z którymi czytelnik wchodzi w osobistą relację. Te aforyzmy wymuszają uprawianie filozofii. Czytelnik nie ma wyjścia - projektuje na tekst księgi scenariusze ze swojego życia.
Być może "Daodejing", najczęściej po Biblii tłumaczona książka świata, to najlepsza pedagogika w historii ludzkości - angażująca, wzburzająca, terapeutyczna. Jest jak matryca, która przetwarza nasze wewnętrzne opowieści we wgląd w naturę rzeczywistości. Zmusza, by czytać ją wiele razy. W różnych fazach życia, w różnych miejscach i nastrojach. A wcale nie musiała powstać.
Legenda głosi, że Laozi, którego imię znaczy "Stary Mistrz", postanowił porzucić pracę cesarskiego archiwisty i zamieszkać - jak mędrcy mieli w zwyczaju - w górach, idealnym miejscu do kontemplacji procesu życia. Cesarski pogranicznik rozpoznał go jednak, gdy zbliżył się na swoim wole do granicy, i zareagował z dużą odpowiedzialnością, choć niegrzecznie. Powiedział, że wypuści Laozi z Chin tylko wtedy, kiedy ten spisze swoje nauki. Był szósty wiek przed naszą erą.
"Daodejing" nie tylko naucza o płynności i wzajemnym uwarunkowaniu zjawisk na poziomie metafizycznym. Jest gotowym narzędziem nawigacji w codziennym życiu dla każdego, kto zechce studiować tao, by osiągnąć wewnętrzny spokój i klarowność umysłu.
Daje egzystencjalne pouczenie: "Co jest najbardziej istotne - sława czy życie? Co jest droższe - życie czy bogactwo? Co jest trudniej przeżyć - zysk czy utratę? Kto wiele oszczędza, ten poniesie duże straty. Kto wiele gromadzi, ten poniesie duże straty. Kto zna miarę, ten nie dozna niepowodzenia. Kto zna granicę, ten nie będzie w niebezpieczeństwie".
Filozofia tao jest skrajnie odległa od filozofii życiowej przeciętnego współczesnego człowieka. To, co według niej jest błędem - kumulowanie, wywyższanie się, barykadowanie przeciw światu - dla nas jest przedmiotem codziennych starań.
Filozofia tao: mamy być naturalni dzięki niedziałaniu (zasada wu-wei). Współczesny świat: wyślij nam swoje dziecko, niech się wyróżni i zostanie małym gigantem, a zdobędziesz sławę i pieniądze.
"Daodejing": "Lepiej dbać o to, co masz w środku, niż uczyć się całej masy niepotrzebnych rzeczy". Współczesny świat: masz się pokazać i wyróżnić. Jesteś nikim, dopóki inni cię nie zauważą.
"Daodejing": "Kto wspiął się na palce, nie może stać. Kto robi wielkie kroki, nie może chodzić. Kto sam siebie wystawia na światło, nie błyszczy. Kto sam siebie wychwala, ten nie zdobędzie sławy. Kto napada, nie osiąga sukcesu. Kto sam siebie wywyższa, nie może być starszym pośród innych". Współczesny świat: jesteś marką, wypromuj się.
Głupotą jest gromadzenie majątku znacznie większego, niż ma przeciętny człowiek - mówi nam Laozi - gromadzenie takiej władzy lub uganianie się za sławą i przyjemnościami. Nawet jeśli je zdobędziemy, to w końcu i tak stracimy (choćby w chwili śmierci). Jesteśmy głupcami, jeśli uważamy, że dadzą nam szczęście albo choćby nieco dłuższe zaspokojenie. W świecie działa odwieczne prawo harmonii, które tępi wszelki nadmiar. Na przykład narzucanie rygorów prawnych społeczeństwu musi się skończyć anarchią.
Laozi: "Szczęście zaczyna się od jego braku, w szczęściu kryje się jak w zasadzce nieszczęście. Gdzie jest koniec tego wszystkiego?". Trzeba wyjść poza takie rozchwianie. Działać z tym, co trudne, kiedy jest jeszcze łatwe, z tym, co wielkie, gdy jeszcze małe. Mędrcy są wielcy dlatego, że nie próbują tacy być. Nie kontrolują rzeczy, więc nie mogą ich stracić.
Taoistyczni mędrcy współczesnemu człowiekowi muszą się wydać dziwakami - nie cenią dóbr, które trudno zdobyć (zupełnie jak stoicy na Zachodzie), a uczą się przez nieuczenie. Są głupi jak dzieci, które jeszcze nie nauczyły się dbać o swoją korzyść, manipulując innymi. I jeszcze są z tego dumni. Laozi: "Jestem nieporuszony, nie objawiam nic - jak niemowlę, które dopiero ma się po raz pierwszy uśmiechnąć". Bycie dzieckiem to jedyny obowiązek taoistycznego filozofa.
Czasem dziecko bywa taoistycznym mędrcem, choć o tym nie wie. Oto moja znajoma przedziera się z dwójką czteroletnich bliźniaków Frankiem i Marianką przez zatłoczoną plażę nad podpoznańskim jeziorem. Lawirują między spoconymi ciałami, gdy nagle Franek mówi głośno: - Ciasno tu jak na cmentarzu! Głowy plażowiczów wznoszą się nagle znad wakacyjnych lektur i butelek piwa. Franek zobaczył przyszłość opalających się ciał. On jeden na tej plaży ma pełny obraz - splecionych ze sobą energii jin i jang. Tego, że spocone ciała są tylko chwilą między nieistnieniem osobowym przed ich narodzeniem i nieistnieniem osobowym po ich śmierci.
Laozi: "Mam tylko trzy cenne rzeczy, których strzegę niczym skarbu: pierwszą z trzech jest współczucie, drugą - nieposiadanie, a trzecią - odmowa starania się o to, by być kimś ważnym". Paradoksalnie, współczucie daje mu odwagę, nieposiadanie - szczodrość, a skromność - zdolność do bycia, kim chce być, pisze dalej przymuszony przez pogranicznika. To przez niego, spisując mądrość, postępuje wbrew zawartej w "Daodejing" obserwacji - że najlepsi podróżnicy nie zostawiają po drodze śladów.
I dobrze.
Rok 2012. Wyspa Hajnan, Chiny. Centrum wywodzącej się z taoizmu sztuki odczuwania energii qi w ruchu - qigong. Uczę się tu, że sama postawa to już qigong: zrelaksowane ciało, lekko zgięte nogi, luźna, lekko cofnięta pierś, dół kręgosłupa wysunięty do przodu. To przeciwieństwo postawy, w której staje żołnierz przed swoim dowódcą: z wypiętą piersią, sztywnymi nogami i napiętym karkiem.
Adept qigong wyraża postawą wolność i kontakt z naturą poprzez ziemię, za to postawa żołnierza została tak wymyślona, żeby odciąć człowieka od autonomii i niezależności, zamieniając go w maszynkę do wykonywania poleceń. Lekkie pchnięcie jest w stanie go przewrócić, a rzucony rozkaz - wysłać do akcji. To samo lekkie pchnięcie sprawi, że adept qigong tylko się zachwieje, nie odda się w kontrolę cudzej woli.
Stoimy w postawie qigong na zakończenie dnia, zdarza się, że nawet godzinę. Bywa, że na drżących nogach i pragnąc tylko jednego: żeby to ćwiczenie już się skończyło. Nawet w tej pozycji można się jednak rozluźnić - a to jedyny sposób, żeby usłyszeć qi. Zaciśnięte zęby i napięte mięśnie to uniemożliwiają. Mamy robić wszystko z jak najmniejszym wysiłkiem. Energia zaoszczędzona na zewnątrz przydaje się do uwrażliwienia wnętrza, które dzięki temu samo dostroi nas do natury, czyli do tao. Rozluźnienie to cudowny klucz, który otwiera ciasną klatkę nawyków mentalnych i fizycznych.
Ta oszczędność obowiązuje nawet wtedy, gdy qigong stosuje się w sztukach walki: "Jeśli przeciwnik się nie rusza, ja też się nie ruszam. Jeśli on wykonuje najmniejszy nawet ruch, ja wykonuję ruch pierwszy". Pojawiają się nowe doznania. Przestrzeń między dłońmi staje się gęstsza, jakby była wodą, a nie powietrzem. Między prawą i lewą dłonią pojawia się delikatne zjawisko przyciągania-odpychania, jakbym trzymał magnesy. Wkrótce czuję qi w brzuchu, w postaci regularnych szmerów i wibracji.
Po nocach czytam Laozi: "Okazuj autentyczność, jak surowy jedwab, i wyrażaj prostotę, jak nieobrobione drewno. Nie przejmuj się tak bardzo sobą i osłabiaj swoje pragnienia". Za dnia słucham mistrza Jianshe:
- Bądź jak Meryl Streep.
- Słucham?
- Ona nie gra Margaret Thatcher. Ona jest Margaret Thatcher.
Filozofia tao: mamy być naturalni dzięki niedziałaniu (zasada wu-wei). Współczesny świat: wyślij nam swoje dziecko, niech się wyróżni i zostanie małym gigantem, a zdobędziesz sławę i pieniądze.
"Daodejing": "Lepiej dbać o to, co masz w środku, niż uczyć się całej masy niepotrzebnych rzeczy". Współczesny świat: masz się pokazać i wyróżnić. Jesteś nikim, dopóki inni cię nie zauważą.
"Daodejing": "Kto wspiął się na palce, nie może stać. Kto robi wielkie kroki, nie może chodzić. Kto sam siebie wystawia na światło, nie błyszczy. Kto sam siebie wychwala, ten nie zdobędzie sławy. Kto napada, nie osiąga sukcesu. Kto sam siebie wywyższa, nie może być starszym pośród innych". Współczesny świat: jesteś marką, wypromuj się.
Głupotą jest gromadzenie majątku znacznie większego, niż ma przeciętny człowiek - mówi nam Laozi - gromadzenie takiej władzy lub uganianie się za sławą i przyjemnościami. Nawet jeśli je zdobędziemy, to w końcu i tak stracimy (choćby w chwili śmierci). Jesteśmy głupcami, jeśli uważamy, że dadzą nam szczęście albo choćby nieco dłuższe zaspokojenie. W świecie działa odwieczne prawo harmonii, które tępi wszelki nadmiar. Na przykład narzucanie rygorów prawnych społeczeństwu musi się skończyć anarchią.
Laozi: "Szczęście zaczyna się od jego braku, w szczęściu kryje się jak w zasadzce nieszczęście. Gdzie jest koniec tego wszystkiego?". Trzeba wyjść poza takie rozchwianie. Działać z tym, co trudne, kiedy jest jeszcze łatwe, z tym, co wielkie, gdy jeszcze małe. Mędrcy są wielcy dlatego, że nie próbują tacy być. Nie kontrolują rzeczy, więc nie mogą ich stracić.
Taoistyczni mędrcy współczesnemu człowiekowi muszą się wydać dziwakami - nie cenią dóbr, które trudno zdobyć (zupełnie jak stoicy na Zachodzie), a uczą się przez nieuczenie. Są głupi jak dzieci, które jeszcze nie nauczyły się dbać o swoją korzyść, manipulując innymi. I jeszcze są z tego dumni. Laozi: "Jestem nieporuszony, nie objawiam nic - jak niemowlę, które dopiero ma się po raz pierwszy uśmiechnąć". Bycie dzieckiem to jedyny obowiązek taoistycznego filozofa.
Czasem dziecko bywa taoistycznym mędrcem, choć o tym nie wie. Oto moja znajoma przedziera się z dwójką czteroletnich bliźniaków Frankiem i Marianką przez zatłoczoną plażę nad podpoznańskim jeziorem. Lawirują między spoconymi ciałami, gdy nagle Franek mówi głośno: - Ciasno tu jak na cmentarzu! Głowy plażowiczów wznoszą się nagle znad wakacyjnych lektur i butelek piwa. Franek zobaczył przyszłość opalających się ciał. On jeden na tej plaży ma pełny obraz - splecionych ze sobą energii jin i jang. Tego, że spocone ciała są tylko chwilą między nieistnieniem osobowym przed ich narodzeniem i nieistnieniem osobowym po ich śmierci.
Laozi: "Mam tylko trzy cenne rzeczy, których strzegę niczym skarbu: pierwszą z trzech jest współczucie, drugą - nieposiadanie, a trzecią - odmowa starania się o to, by być kimś ważnym". Paradoksalnie, współczucie daje mu odwagę, nieposiadanie - szczodrość, a skromność - zdolność do bycia, kim chce być, pisze dalej przymuszony przez pogranicznika. To przez niego, spisując mądrość, postępuje wbrew zawartej w "Daodejing" obserwacji - że najlepsi podróżnicy nie zostawiają po drodze śladów.
I dobrze.
Rok 2012. Wyspa Hajnan, Chiny. Centrum wywodzącej się z taoizmu sztuki odczuwania energii qi w ruchu - qigong. Uczę się tu, że sama postawa to już qigong: zrelaksowane ciało, lekko zgięte nogi, luźna, lekko cofnięta pierś, dół kręgosłupa wysunięty do przodu. To przeciwieństwo postawy, w której staje żołnierz przed swoim dowódcą: z wypiętą piersią, sztywnymi nogami i napiętym karkiem.
Adept qigong wyraża postawą wolność i kontakt z naturą poprzez ziemię, za to postawa żołnierza została tak wymyślona, żeby odciąć człowieka od autonomii i niezależności, zamieniając go w maszynkę do wykonywania poleceń. Lekkie pchnięcie jest w stanie go przewrócić, a rzucony rozkaz - wysłać do akcji. To samo lekkie pchnięcie sprawi, że adept qigong tylko się zachwieje, nie odda się w kontrolę cudzej woli.
Stoimy w postawie qigong na zakończenie dnia, zdarza się, że nawet godzinę. Bywa, że na drżących nogach i pragnąc tylko jednego: żeby to ćwiczenie już się skończyło. Nawet w tej pozycji można się jednak rozluźnić - a to jedyny sposób, żeby usłyszeć qi. Zaciśnięte zęby i napięte mięśnie to uniemożliwiają. Mamy robić wszystko z jak najmniejszym wysiłkiem. Energia zaoszczędzona na zewnątrz przydaje się do uwrażliwienia wnętrza, które dzięki temu samo dostroi nas do natury, czyli do tao. Rozluźnienie to cudowny klucz, który otwiera ciasną klatkę nawyków mentalnych i fizycznych.
Ta oszczędność obowiązuje nawet wtedy, gdy qigong stosuje się w sztukach walki: "Jeśli przeciwnik się nie rusza, ja też się nie ruszam. Jeśli on wykonuje najmniejszy nawet ruch, ja wykonuję ruch pierwszy". Pojawiają się nowe doznania. Przestrzeń między dłońmi staje się gęstsza, jakby była wodą, a nie powietrzem. Między prawą i lewą dłonią pojawia się delikatne zjawisko przyciągania-odpychania, jakbym trzymał magnesy. Wkrótce czuję qi w brzuchu, w postaci regularnych szmerów i wibracji.
Po nocach czytam Laozi: "Okazuj autentyczność, jak surowy jedwab, i wyrażaj prostotę, jak nieobrobione drewno. Nie przejmuj się tak bardzo sobą i osłabiaj swoje pragnienia". Za dnia słucham mistrza Jianshe:
- Bądź jak Meryl Streep.
- Słucham?
- Ona nie gra Margaret Thatcher. Ona jest Margaret Thatcher.
Innym razem, gdy już napatrzył się, jak ćwiczę: - To ty jesteś mistrzem. Nigdy nie opanujesz qigong, jeśli będziesz próbował się nauczyć techniki. Traktuj siebie jak kogoś, kto jest najlepszy na świecie.
Powoli zaczynam odczuwać radosną świeżość ciężaru mojego ciała. Przestaję je oceniać. Moja uwaga jest z grawitacją, nie drażnią jej neurotyczne myśli. Qi szumi w moim ciele, jakby było ono butelką z gazowanym napojem. Oto pojawiają się we mnie doznania spoza zwykłej mapy, którą umysł narzuca doświadczeniu, by ograniczyć jego zakres i uprościć społeczne życie.
Kiedy chodzę i moja uwaga swobodnie, bez wysiłku pozostaje przy odczuwaniu siły grawitacji, pojawia się coraz głębszy spokój i radość. Mam nieustającą świadomość ciała i poczucie, że o nie dbam. To stan odwrotny do tego, gdy zahipnotyzowany myślami kończę stukać w klawiaturę i dopiero teraz, wyrwany z nieobecności, czuję silny ból jakiegoś nerwu w łokciu. Moje ciało stało się dzięki qigong instrumentem, na którym zwykle pełne lęku myśli nie wygrywają żadnej muzyki. Czy to jest przejaw wu-wei - niedziałania?
Dochodzi do mnie, że z punktu widzenia tao, gdy jesteśmy zatopieni w codziennej świadomości i żyjemy obrazami w głowie, przez które z trudem przedziera się rzeczywistość, stanowimy etap pośredni pomiędzy mędrcem a zombi. Jesteśmy zawieszeni pomiędzy pełną obecnością w procesie życia a tępą potrzebą krwi, w mniej lub bardziej wysublimowanej przez kulturę postaci - dobra materialnego, sławy albo władzy.
***
Nad brzegiem rzeki Łutowni płoszę dwie samice jarząbka i dwa stadka młodych dzików. I nagle słyszę dźwięk, który już znam. Jakby z gór, których przecież tu nie ma, zeszła mała lawina: ciężki odgłos zrywania się do biegu - szybki skręt głowy - widok żubra biegnącego w chaszcze. Ta sekwencja, którą przeżyłem już wcześniej w Puszczy Białowieskiej: dźwięk - ruch - widok, nie jest przecież moja. Ani nie moja. To fragment procesu życia, którego częścią wreszcie zaczynam się czuć.
Myśli wciąż układają się w historię z ja jako bohaterem, ale nie wypełniają już całkowicie mojej głowy. Dreszcz (jednak to jesień, choć ciepła) przestaje być mój, jest teraz zjawiskiem dziejącym się między mną a środowiskiem. W głowie pojawiają się pytania, które mają jakąś wartość poznawczą: Gdzie kończy się mój wpływ? Gdzie jest granica niepokoju w moim ciele? Co go podsyca - sytuacja czy opowieść w głowie? Czy ten niepokój w ogóle jest mój? Po co tworzyć porządek, skoro jest on już stworzony przez proces życia? Dla iluzji bezpieczeństwa?
Myśli same układają się teraz w wersy, które rezonują z pierwszymi słowami "Daodejing": "Co jest nazwane, nie jest odczuwane, co jest odczuwane, nie może być nazwane. Co jest nazwane, otwiera pakiet emocji związanych ze znaczeniem, rozstraja".
Im mniej mnie, tym bogatsze i prawdziwsze wydaje się przeżywanie, bo odbija w strumieniu świadomości złożoność procesu życia. Inaczej niż ten proces, ja-jako-coś-osobnego jestem tylko uproszczeniem dokonywanym przez mózg.
Powoli zaczynam odczuwać radosną świeżość ciężaru mojego ciała. Przestaję je oceniać. Moja uwaga jest z grawitacją, nie drażnią jej neurotyczne myśli. Qi szumi w moim ciele, jakby było ono butelką z gazowanym napojem. Oto pojawiają się we mnie doznania spoza zwykłej mapy, którą umysł narzuca doświadczeniu, by ograniczyć jego zakres i uprościć społeczne życie.
Kiedy chodzę i moja uwaga swobodnie, bez wysiłku pozostaje przy odczuwaniu siły grawitacji, pojawia się coraz głębszy spokój i radość. Mam nieustającą świadomość ciała i poczucie, że o nie dbam. To stan odwrotny do tego, gdy zahipnotyzowany myślami kończę stukać w klawiaturę i dopiero teraz, wyrwany z nieobecności, czuję silny ból jakiegoś nerwu w łokciu. Moje ciało stało się dzięki qigong instrumentem, na którym zwykle pełne lęku myśli nie wygrywają żadnej muzyki. Czy to jest przejaw wu-wei - niedziałania?
Dochodzi do mnie, że z punktu widzenia tao, gdy jesteśmy zatopieni w codziennej świadomości i żyjemy obrazami w głowie, przez które z trudem przedziera się rzeczywistość, stanowimy etap pośredni pomiędzy mędrcem a zombi. Jesteśmy zawieszeni pomiędzy pełną obecnością w procesie życia a tępą potrzebą krwi, w mniej lub bardziej wysublimowanej przez kulturę postaci - dobra materialnego, sławy albo władzy.
***
Nad brzegiem rzeki Łutowni płoszę dwie samice jarząbka i dwa stadka młodych dzików. I nagle słyszę dźwięk, który już znam. Jakby z gór, których przecież tu nie ma, zeszła mała lawina: ciężki odgłos zrywania się do biegu - szybki skręt głowy - widok żubra biegnącego w chaszcze. Ta sekwencja, którą przeżyłem już wcześniej w Puszczy Białowieskiej: dźwięk - ruch - widok, nie jest przecież moja. Ani nie moja. To fragment procesu życia, którego częścią wreszcie zaczynam się czuć.
Myśli wciąż układają się w historię z ja jako bohaterem, ale nie wypełniają już całkowicie mojej głowy. Dreszcz (jednak to jesień, choć ciepła) przestaje być mój, jest teraz zjawiskiem dziejącym się między mną a środowiskiem. W głowie pojawiają się pytania, które mają jakąś wartość poznawczą: Gdzie kończy się mój wpływ? Gdzie jest granica niepokoju w moim ciele? Co go podsyca - sytuacja czy opowieść w głowie? Czy ten niepokój w ogóle jest mój? Po co tworzyć porządek, skoro jest on już stworzony przez proces życia? Dla iluzji bezpieczeństwa?
Myśli same układają się teraz w wersy, które rezonują z pierwszymi słowami "Daodejing": "Co jest nazwane, nie jest odczuwane, co jest odczuwane, nie może być nazwane. Co jest nazwane, otwiera pakiet emocji związanych ze znaczeniem, rozstraja".
Im mniej mnie, tym bogatsze i prawdziwsze wydaje się przeżywanie, bo odbija w strumieniu świadomości złożoność procesu życia. Inaczej niż ten proces, ja-jako-coś-osobnego jestem tylko uproszczeniem dokonywanym przez mózg.
Marcin Fabjański*
niedziela, 29 marca 2015
Chi Kung (Qigong) – chińskie ćwiczenia oddechowe
Ludziom
Zachodu może wydawac się dziwne, ze oddychanie można uważać za ćwiczenia, a tym
bardziej za umiejętność lub sztukę.
Oddychanie
jest dla nich czynnością biologiczną, która przychodzi naturalnie, po co więc
zadawać sobie trud i uczyć się umiejętności
oddychania. Przecie wszyscy oddychamy cały czas.
W rzeczywistości jednak
oddychanie to sztuka zdrowego życia i to sztuka na najwyższym poziomie.
Sposób , w
jaki oddychamy może może mieć znaczący wpływ na nasze zdrowie i proces leczenia.
Przede
wszystkim sposób oddychania determinuje ilość tlenu, jaka dostaje się do
naszego organizmu i to jak skutecznie go wykorzystujemy.
Oddychanie
jest dla zdrowia tym , czym powietrze dla zycia.
W rzeczywistości wszystkie chińskie ćwiczenia fitness jednakowo łączą w
sobie sztukę chi kung (qigong) i wymagają, aby praktykujący koordynowali ćwiczenia
i ruchy z rytmem oddychania.
Nie
będzie przesady w powiedzeniu ,że qigong jest „czerwoną nitką”, ogniwem
przewijającym się przez inne formy chińskich ćwiczeń fitness.
Jest to
punkt centralny tradycyjnej medycyny chińskiej i stanowi podwalinę wszystkich
cwiczeń fitness, jakie istniały w Chinach przez ostatnie 5000 lat.
Dlatego jasne
zrozumienie zasad qigong i solidne opanowanie podstawowych umiejętności qigong są
najważniejszymi wymogami dla uzyskania możliwie największych korzyści z innych
postaci chińskich cwiczeń.
W „Kanonie
medycyny wewnętrznej Żółtego Cesarza” jest napisane: „Wdychaj i wydychaj
niezbędne powietrze, siedź samotnie strzegąc swego ducha…..Jeśli masz chore
nerki, wstań o trzeciej rano i ćwicz qigong z twarzą zwróconą na południe” Jasne
jest, że Żółty Cesarz i jego medyczni doradcy uważali oddychanie za umiejętność,
której trzeba się nauczyć, i również za metodę leczniczą Dzisiaj Qigong zyskuje
popularność na całym świecie. W Chinach od 200 do 250 milionów ćwiczy go
codziennie.
Nazwa” chi
kung” (qigong) w jezyku chińskim składa się z dwóch słów- chi(qi) i kung
(gong).
W dosłownym
tłumaczeniu „chi”(qi) oznacza powietrze, energię lub oddech, podczas gdy
kung(qong) oznacza „ćwiczenie, sztuka, umiejętność”.
Chi Kung
(Qigong) ma na celu wzmocnienie, regulowanie, kontrolowanie chi(qi) istoty
ludzkiej, aby utrzymać i przywracać równowagę jing-jang w ciele, wzmocnienie
odporności, leczenie chorób, poprawienie seksualności, przedłużenie życia, i
ostatecznie złączenie się z wszechświatem i stanie się jednością z naturą.
Tak więc Chi Kung (Qigong) jest czymś
więcej niż ćwiczeniem. Jest filozofią, starożytną chińską filozofią, która leży
w samym centrum systemu tradycyjnej medycyny chińskiej.
Ponieważ
Chi Kung (qigong) łaczy w sobie medytację i kontrolowane oddychanie, aby
pobudzić krążenie życiowej energii w organizmie, ma on jednocześnie działanie zapobiegawcze
i lecznicze i dlatego może być stosowany zarówno przez osoby chore jak i
zdrowe.
Chi
Kung(Qigong) jest specjalną odmianą ćwiczeń, których zadaniem jest pobudzenie
przepływu zyciowej energii qi w ciele, aby wzmocnić odporność i zdolność samo
leczenia . W
dużym stopniu zarówno metody tradycyjnej medycyny chińskiej jaki sztuki walki
opieraja się na mistrzowskich technikach qigong w celu osiągnięcia efektów
terapeutycznych.
Cwiczenie
qigong obejmuje wiele aspektów: delikatne ruchy, właściwą postawę ciała,
kontrolowane oddychanie, skoncentrowana medytację, jak również kierowanie
przepływem energii w ciele.
W istocie
chodzi tu o samą esencję życia.
Wszystkie
te aspekty muszą harmonijnie współdziałać, aby uzyskać jak najlepsze efekty
lecznicze.
Oczywiście
skutecznośc chi kung będzie znacznie większa, jeśli połączy się go z innymi
rodzajami cwiczeń.
W
rzeczywistości wszystkie formy naturalnych zdrowotnych ćwiczeń np. Tao
Yin, wykorzystują ćwiczenia oddechowe
jako integralną część swojej struktury. Qigong stał się tak ważną
częścią zycia Chińczyków ,że chińscy mędrcy twierdzą ,iż qigong powinno się
praktykować bez względu na to czy się siedzi, chodzi czy tez leży.
Zapraszam na moje zajęcia . Przekonasz się, jak szybko i przyjemnie możesz nauczyć się skutecznych technik relaksacji, technik oddechowo-koncentrujących oraz zgłębić tajniki Tao Yin i Chi Kung(Qigong) , dzięki którym osiągniesz sprawność i poznasz sekret wewnętrznej mocy i zewnętrznej siły.
Zajęcia indywidualne i grupowe prowadzę w Pruszkowie i w Warszawie.
Kontakt - Jola Duczmalewska, email- joladucz@gmail.com
Kontakt - Jola Duczmalewska, email- joladucz@gmail.com
źródło: Księga Medycyny Chińskiej
Subskrybuj:
Posty (Atom)



