Pokazywanie postów oznaczonych etykietą swiadomość. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą swiadomość. Pokaż wszystkie posty

piątek, 8 czerwca 2018

Swiadomość- Przypowieść

Siedziałem w małej kawiarence w centrum Perth. W pewnym momencie podszedł do mnie stary Aborygen.

- Daj mi pół dolara - powiedział.
Nigdy nie lubiłem żebraków. Już miałem mu odmówić, ale uśmiechnął się tak szeroko i przyjaźnie, że sięgnąłem do portfela i wręczyłem mu dwa dolary. Uprzejmie podziękował i skierował się w stronę wyjścia. Dwa dni później byłem w tym samym miejscu i znowu się pojawił. Podszedł do mnie. Już sięgałem po portfel, ale powstrzymał mnie i powiedział: "dzisiaj ja stawiam". Chyba wyglądałem na zdziwionego, bo dodał: "Przecież dzisiaj jest moja kolej". Kupił mi piwo i usiadł koło mnie. Pomyślałem, że pewnie chce mnie dzisiaj naciągnąć na większą sumę.
- Skąd jesteś? - zapytał.
- Z Polski. A ty?
Popatrzył na mnie swoimi śmiejącymi się oczami.
- Dobry dowcip - powiedział, po czym powoli, jakby w zamyśleniu dodał:
- Skąd może być stary Aborygen? Widzisz - podniósł oczy - ludzie przybywają tu z całego świata, szukają swojego miejsca na ziemi, szukają szczęścia.
- Australia to piękny i spokojny kraj - powiedziałem - ja też przyleciałem, żeby tu zamieszkać.
- Czy wierzysz, że będziesz tu szczęśliwszy niż gdziekolwiek indziej?
- Tak, wierzę, że ja i moja rodzina będziemy tu szczęśliwi.
- Czemu odpowiadasz w imieniu innych, nawet jeżeli są Twoją rodziną?
- Przywiozłem ich tu, a więc czuję się za nich odpowiedzialny.
- Nie możesz być odpowiedzialny za niczyje szczęście oprócz własnego.
- Jesteś filozofem? - zapytałem.
- W pewnym sensie - odparł.
- Wyglądasz na inteligentnego - popatrzyłem na niego - czemu jesteś żebrakiem?
- Czy widziałeś, żeby żebrak stawiał komuś piwo?
- To czemu chodzisz i prosisz o pieniądze?
- To najlepszy test na jakość człowieka.
- Co w ten sposób testujesz?
- Czy warto z nim nawiązać bliższą znajomość.
- Widzę, że w Twoim teście wypadłem pozytywnie. Ile trzeba Ci dać, żeby zdać twój test?
- Nie ma znaczenia, czy ktoś mi coś da, czy nie. Znaczenie ma, jak to zrobi.
- A więc teraz, kiedy test zaliczony, jaki będzie następny krok?
- To zależy od ciebie. Zależy czy ja zaliczyłem test w twoich oczach. Każdy z nas bez przerwy testuje ludzi i świat wokoło. To, co w jego mniemaniu wypada pozytywnie, przyjmuje za swoje. Ale muszę już iść. Miło się z Tobą rozmawiało. Wpadnij do mnie przy okazji.
To mówiąc podał mi wizytówkę. Spojrzałem na nią i przeczytałem: Dr John Smith lekarz medycyny.

Przez kilka następnych dni byłem zajęty sprawami biznesowymi, lecz ten niezwykły człowiek często przychodził mi na myśl. Weekend zapowiadał się luźniejszy. W sobotę rano zadzwoniłem do niego.
- Cześć John, co u ciebie słychać?
- Cześć - odparł - wszystko OK. Dobrze, że dzwonisz. Dzisiaj wieczorem zaprosiłem kilka osób na barbeque. Wpadnij o siódmej. Miło będzie, jak zabierzesz ze sobą żonę.

Wieczór był ciepły po upalnym dniu. John przywitał nas w drzwiach. Zaprowadził do dużego salonu, gdzie było kilka osób. Przedstawił nas i poczęstował chłodnym napojem. Atmosfera była luźna, ludzie sympatyczni. Po pieczonej baraninie siedliśmy przed domem przy kawie. Wiatr od oceanu, jak zwykle pod wieczór, dawał ożywczy chłód. W pewnym momencie Judy - szczupła dziewczyna japońskiej urody - zapytała: "John, mam pewien problem. Czy mogłabym z Tobą porozmawiać na osobności?".
- Oczywiście - odparł John i wyszli. Wrócili za ok. piętnaście minut. Wtedy Greg i Samantha - młoda para - poprosili o to samo. Gdy wrócili, okazało się, że wszyscy po kolei chcieli rozmawiać na osobności z Johnem. Wydawało się nam to trochę dziwne, ale widocznie takie tu mają zwyczaje. W końcu jest emerytowanym lekarzem, może zasięgają porad medycznych.
Potem John wyjął z barku szlachetnie wyglądającą butelkę i poprosił mnie, żebym czynił honory podczaszego. Gdy degustowaliśmy ten wytrawny trunek, Judy zapytała:

- John, powiedz nam, jak to naprawdę jest tam, w Twoim świecie.
- W moim świecie? - uśmiechnął się - Ja nie mam swojego świata. To wy macie swoje światy i dlatego się wam wydaje, że wszyscy muszą je mieć. Kiedyś też miałem, ale zrezygnowałem, bo okazał się do niczego nie potrzebny. Wymagał ciągłej uwagi i aktywności, narzucał bezsensowne reguły i prawa, stresował przemijaniem czasu. Skończyłem z nim i radzę Wam zrobić to samo.
- Jak to skończyłeś? - zapytał Alex - młody prawnik - przecież jesteś tu z nami, istniejesz w świecie, nie umarłeś.
- Żeby skończyć ze światem nie trzeba umierać, tylko zrozumieć. Albo nawet nie zrozumieć, bo to słowo wiąże się z rozumem, raczej powiedziałbym - uświadomić. To lepsze pojęcie, bo wiąże się ze świadomością.
- Jaka jest różnica między rozumem a świadomością, i co trzeba sobie uświadomić? - zapytał ponownie Alex.
- Świadomość, to szersze pojęcie niż rozum. Oczywiście chodzi mi o czystą świadomość, bo w potocznym rozumieniu słowo "świadomość" używa się zamiennie z pojęciem rozum czy umysł. Otóż czysta świadomość umożliwia istnienie wszystkiemu, co istnieje, sama nie będąc żadną z tych rzeczy. To tak jak światło słońca umożliwia życie na Ziemi, ale nim nie jest.

Popatrzyłem na Alexa i z wyrazu jego twarzy wywnioskowałem, że z wyjaśnienia Johna zrozumiał niewiele. Zwykle lubiłem różnego rodzaju rozważania filozoficzne i czułem, że to, co mówi John, ma swoistą logikę, ale nie łapałem jeszcze całości. Zapytałem więc:
- Rozumiem, że czysta świadomość jest jakimś rodzajem energii, który umożliwia istnienie światu. Jaka jest więc relacja pomiędzy naszą, ludzką świadomością a tą czystą?
- Podam ci przykład - powiedział - gdy pali się ognisko, to ogień trawi drewno, ale nie jest nim. Jego natura jest dużo subtelniejsza niż natura drewna. Drewno to materia, ogień to energia. Relacja pomiędzy twoim ciałem a umysłem jest analogiczna do relacji między drewnem a ogniem. Twoja świadomość jest płomieniem trawiącym twoje ciało. I tak jak trzeba dorzucać drewna do ogniska, żeby nie zgasło, tak musisz karmić swoje ciało i umożliwiać mu wszelkie potrzebne życiowe funkcje, żeby płomień świadomości nie zgasł. Podobna relacja zachodzi pomiędzy twoją świadomością, czyli rozumem, a czystą świadomością. Czysta świadomość, z kolei, to płomień trawiący świadomość.

Logicznie widziałem tu sens, ale w sensie technicznym nie byłem w stanie tego uchwycić. John chyba to wyczuł, bo dodał: nie staraj się tego zgłębiać umysłem, bo do czystej świadomości umysł nie ma wstępu. Ci, co chcą tam dotrzeć, muszą swój umysł zostawić w przedsionku do jej komnat. Zaśmiał się głośno, a my wszyscy za nim.
Nasuwało mi się wiele pytań, ale nie zadałem już wtedy żadnego więcej. Temat, o którym mówił John, nie był mi obcy. Był okres, że czytałem różne książki o Buddyzmie i Zenie i dostrzegałem tu wiele analogii.
Umówiłem się z Johnem na następny dzień. Chciałem spokojnie z nim porozmawiać. Usiedliśmy z filiżanką kawy.
- John - zacząłem - niektóre z twoich wypowiedzi bardzo mnie zastanawiają. Sprawiasz wrażenie, jakbyś dostrzegał w świecie inne wartości niż my wszyscy.
- Widzisz - popatrzył na mnie - spotkałem kiedyś kogoś, kto powiedział mi, że świat, w którym żyję, jest złudzeniem, i najlepiej przestać sobie nim zawracać głowę. Nie wiem dlaczego, ale uwierzyłem tej osobie i zacząłem konsekwentnie stosować się do jej wskazówek. 

Po pewnym czasie doświadczyłem tego, że wszystko, co mi mówiła, było prawdą. To była stara kobieta, żyjąca samotnie na skraju aborygeńskiej osady. Uważano ją za pomyloną, bo często widziano ją, jak godzinami siedziała lub stała bez ruchu. Ja też tak sądziłem, aż pewnego dnia spotkałem ją na drodze. Niosła ciężką torbę i zaproponowałem, że jej pomogę. Popatrzyła na mnie i powiedziała: wiedziałam, że to będziesz ty. Podała mi torbę i szliśmy przez około piętnaście minut. I te piętnaście minut zmieniło moje życie.

- Co takiego się stało? - zapytałem.


- Powiedziała: wiedziałam, że właśnie ty do mnie podejdziesz, bo jesteś jedynym w wiosce, który umie patrzeć. Nie wiedziałem, co przez to chce powiedzieć, ale nie przerywałem. Widzisz, jestem już stara i czas na "daleką podróż", ale zanim odejdę, chciałam jeszcze komuś powierzyć prawdę. W wiosce uważają mnie za wariatkę i wygodnie mi z tym, bo nikt mi głowy nie zawraca. Miałam dużo czasu na obserwację i przemyślenia. Doznałam w życiu wielu nieszczęść. Mój mąż zapił się na śmierć. Wcześniej często mnie bił. Dzieci odeszły do miasta i zapomniały o starej matce. Ale teraz jestem już poza tym wszystkim. Był czas, kiedy bez przerwy o tym myślałam i moje życie było jednym wielkim pasmem udręki. Nie potrafiłam myśleć o niczym innym, tylko o tym, jak bardzo jestem nieszczęśliwa. I nagle wszystko się zmieniło. A było to podczas święta corroborree. 

Pamiętam, że od dziecka to święto było dla mnie bardzo wzruszające. Gdy patrzyłam na tańczących, zapomniałam o wszystkim. Wczuwałam się w każdą scenę tego tańca: w stwarzanie świata, w umieranie i przebywanie zmarłych poza czasem. I gdy tak stałam i patrzyłam, nagle poczułam, jak coś wewnątrz mnie pęka. 
Coś się we mnie otworzyło. Wręcz namacalnie zobaczyłam ten świat, w którym czas nie istnieje. Było to najcudowniejsze przeżycie, jakiego kiedykolwiek doznałam. Nie wiem ile trwało, ale gdy się ocknęłam, stałam sama pod drzewem. Wszyscy już poszli. Zaczęłam powoli wracać do domu i znowu wróciła myśl o tym, jaka to jestem samotna i nieszczęśliwa. Ale również uświadomiłam sobie, że coś się we mnie zmieniło. 
Gdy zaczynałam myśleć o sobie i swoich problemach, dostrzegłam, że coś z głębi mnie patrzy się na mnie. I co więcej, im bardziej użalałam się nad sobą, tym ironiczniej to coś na mnie spoglądało i wręcz się śmiało. Przestraszyłam się, że zwariowałam, ale pomyślałam, że do rana mi przejdzie. Ale nie przeszło. Gdy stres się pojawiał, to coś wracało. Zauważyłam, że najszybciej potrafię się go pozbyć, jak spokojnie usiądę i zaczynam go obserwować, tak jak on obserwuje mnie. Gdy wracałam do codziennych zajęć, wyzwalało we mnie niepokój. Uspokajało się, jak ja się uspokajałam. Dlatego w pewnym momencie przestałam zajmować się jakimikolwiek zajęciami, tylko po prostu siedziałam. Wiem, że to w oczach ludzi nie wyglądało normalnie, ale moja świadomość była przytłumiona i nie odbierała wyraźnie świata na około. 
Nie wiem ile to trwało, ale pewnego dnia zorientowałam się, że to coś, to ja, ale ta prawdziwsza ja, i że tak naprawdę obserwuję siebie samą. Każdego dnia spędzałam większość czasu medytując w ten sposób. 
Czułam, że codziennie przekopuję się przez kolejne poziomy czegoś, co przez lata narosło we mnie i zaśmieciło mnie do tego stopnia, że już sama nie wiem, kim jestem. Znowu minął jakiś czas, zobaczyłam, że to coś, to nawet nie jestem ja, bo tak naprawdę mnie nie ma. Ja znikło. Ale wraz z nim, znikło wszystko, co związane było ze mną, cały mój świat. 
Znowu byłam poza czasem. Trwałam tam aż do wyczerpania się energii. Wtedy świadomość wracała. Często marzyłam o tym, żeby już nie wrócić. Nie wiedziałam, czy do tego trzeba umrzeć, ale jeśli nawet tak, to było mi wszystko jedno. 
Tamten świat był tak wspaniały. Pewnego dnia zaczęłam w czasie medytacji prosić Wielką Siłę, żeby pozwoliła mi już tu nie wracać. Nagle usłyszałam głos, ale nie uszami, tylko jakby wewnątrz mnie. 
Głos zapytał: "Czy jesteś w stanie złożyć w ofierze to wszystko, czym jesteś, swoją świadomość, pamięć i życie?". Bez wahania odpowiedziałam, że tak. I wtedy to się stało. Wkroczyłam TAM i wiedziałam, że stamtąd nie ma powrotu. Ty widzisz teraz moje ciało, które już nie jest moje, bo mnie już nie ma. Oddałam swoje ja. To ciało do ciebie mówi, ale nie jest już bardziej moje, niż ciała i umysły wszystkich ludzi na świecie. Wiem, że jeszcze teraz tego nie pojmujesz, ale chcę ci powiedzieć, że twój prawdziwy świat jest tam, gdzie nie istnieje czas. Dopóki żyjesz w czasie, żyjesz w świecie złudzeń.

Mimo że od dziecka słyszałem różne dziwne historie, bo Aborygeni bardzo lubią opowieści o różnych niestworzonych rzeczach, to jednak ta opowieść była zbyt niewiarygodna.
- A jeśli to jednak wariatka? Jeśli to wszystko jest wymysłem jej chorej wyobraźni? - pomyślałem.

- Zastanawiasz się, czy jednak nie jestem wariatką - wyczytała z moich myśli.
- Nie! - zaprzeczyłem, bo głupio mi się zrobiło.
- Zaśmiała się głośno.
Dochodziliśmy do jej domu. Otworzyła drzwi i wzięła ode mnie torbę.
Dziękuję - powiedziała i weszła do środka.
Stałem, nie wiedząc co zrobić. Byłem ciągle pod wrażeniem jej historii i nasuwało mi się wiele pytań.
- Przyjdź jutro wieczorem - usłyszałem jej głos.


Oczywiście przyszedłem, i następnego dnia również. I następnego. Byłem u niej codziennie. Im dłużej z nią przebywałem, tym wyraźniej zdawałem sobie sprawę z tego, że pod tą zniszczoną czasem i życiem powłoką tkwi nieograniczone źródło mądrości. Chwilami jej słownictwo było zwykłym żargonem tubylców, a chwilami potrafiła użyć takich sformułowań, jakich nie powstydziłby się profesor uniwesytetu. To ona nauczyła mnie o tym, że świat ma strukturę wymiarową, że świadomość i umysł to dwie różne rzeczy. Gdy zapytałem ją, skąd czerpie swoją wiedzę, przecież nawet nie umie czytać, powiedziała, że rzeczywiście, książek to czytać nie umie, ale umie czytać świat.


- Cały świat bez przerwy mówi do ciebie i przekazuje ci swoją prawdę - mówiła. Patrz uważnie i słuchaj. Bo gdy musi powtórzyć swoją lekcję, wtedy staje się to bolesne.
- Co to znaczy? - zapytałem.
- Ludzie cierpią nie dlatego, że nie mają innego wyjścia. Zanim do kogoś przyjdzie cierpienie, najpierw ten człowiek dostaje od świata wszystkie informacje i instrukcje, jak tego uniknąć. Żeby to odczytać, wystarczy chwila uwagi i logika myślenia. 

Widzisz, ja cierpiałam bardzo długo, bo brakowało mi tych dwóch czynników. Nie potrafiłam myśleć logicznie, bo moją całą uwagę pochłaniała emocja. Gdybym odkryła to wcześniej, mogłabym uniknąć bólu.
- W jaki sposób? - zapytałem - przecież twoje cierpienie związane było z sytuacją, jaka cię spotkała. Czy mając wiedzę, można kształtować bieg wydarzeń?
- Oczywiście, że tak. Nawet nie mając wiedzy, bez przerwy to robisz, ale nieświadomie, dlatego nie zawsze odbywa się to z korzyścią dla świata. A jeśli to, co robisz, nie odbywa się z korzyścią dla świata, to i nie ma w tym korzyści dla ciebie i prowadzi do cierpienia. Świat, dając ci cierpienie, upomina cię, jak dobry rodzic, żebyś nie robił rzeczy głupich.
- Czy zawsze działanie, które daje mi korzyść, będzie dawać korzyść światu i odwrotnie?
- Oczywiście, że tak, przecież jesteś częścią tego świata.
- To jakie działanie przynosi największą korzyść zarówno mnie, jak i jemu?
- Działanie zmierzające do uwolnienia się od jego wpływu. Widzisz, ten materialny świat nie służy do tego, żeby go budować, kształtować, wzbogacać o wielkie idee. To tylko szkoła, która uczy, jak przenieść świadomość na kolejne poziomy. Cała praca, jaką masz tu wykonać, to uwolnić się od niego.

Zanim odeszła, powiedziała mi, co robić, żeby pozbyć się świata złudzeń. Powiedziała, żebym obserwował siebie. 

Mówiła, że obserwując siebie i zadając sobie pytanie: kim naprawdę jestem?, uwalniam swoją świadomość od zależności materialnego świata.




wtorek, 14 czerwca 2016

Szyszynka a świadomość


Szyszynka a świadomość
Trudno zdefiniować świadomość. Ten stan psychiczny to rodzaj czujności dotyczący ciała, emocji, myśli i duchowości. Wydaje się ze im bardziej powyższe stany są jednością tym wyższa świadomość. Wysoka świadomość nie oznacza np. wysokiej inteligencji mentalnej, choć często idzie w parze. Wg mnie wysoka świadomość to poczucie idealnej harmonii istnienia, jako całości ze wszystkim. W związku z tym od dawna nurtuje mnie gdzie tak naprawdę i czy w ogóle istnieje w ciele człowieka jakiś narząd, od którego zależałby wzrost lub spadek naszej świadomości. Tak natrafiłem na szyszynkę. Ten niewielki narząd wielkości ok. 7-8 mm położony jest dokładnie w centrum naszej głowy.

Rytm

Tak naprawdę niewiele wiemy od tym narządzie, głownie jest od odpowiedzialny za wydzielanie melatoniny. Melatonina to hormon, który koordynuje pracę nadrzędnego zegara biologicznego u ssaków, regulującego rytmy okołodobowe, m.in. snu i czuwania, rytmy płciowe, rytm temperatury. Reasumując szyszynka odpowiada za całościowy rytm naszego ciała. Cóż takiego kryje się za tym słowem?
Rytm to harmoniczna zmiana. Można założyć z dużym prawdopodobieństwem, że szyszynka tworzy harmonię naszego ciała, emocji i myśli. Pytanie jest tylko takie - skąd szyszynka wie, jaki ma być prawidłowy rytm? Jaki rytm odpowiada za harmonie, prawdę, poczucie jedności z samym sobą i z wszechświatem? Tutaj kończy się nauka, a zaczyna filozofia i duchowość.
Pierwszym, który to zauważył i opisał jak na ironie Kartezjusz, którego uosabiamy z racjonalnym myśleniem. Uważał on ze szyszynka jest siedliskiem duszy i że doświadczenia umysłowe są funkcją duszy, które w związku z tym, że dusza jest niematerialna nie mogą zostać umiejscowione w żadnym określonym narządzie ciała. A jednocześnie sądził ze dusza i ciało wzajemnie na siebie oddziałują, a miejscem, w którym ta interakcja zachodzi, jest, właśnie szyszynka. Kartezjusz wybrał szyszynkę, gdyż mieści się ona w środku głowy, drugim powodem był ówczesny pogląd, że występuje ona jedynie u człowieka ludzie są jedynymi istotami z racjonalnymi duszami; szyszynka jest ponadto jedyną strukturą w głównej części mózgu niedzielącą się na dwie części, wydawała się, więc Kartezjuszowi jedynym narządem będącym w stanie integrować obrazy płynące z oczu w jedno spostrzeżenie. Sądził, że szyszynka działa jak zawór kontrolujący przepływ "duchów witalnych" przez ciało, umożliwiając wzajemne oddziaływanie duszy i ciała.
Moje wieloletnie doświadczenia, jako lekarza, mówią ze nie wiem czy szyszynka jest siedliskiem duszy, ale na pewno Duch poprzez dusze, która wchodzi do ciała własnie przez szyszynkę komunikuje nam ludziom swój rytm RYTM DUCHA, RYTM WSZECHŚWIATA.
Dlaczego tak sadzę? Wynika to, bowiem ze tak naprawdę wszystkie koncepcje duchowe i naukowe pochodzą z jednego źródła i gdzieś zawsze pojawiała się ten maleńki narząd. Chciałbym pokazać pewne aspekty naukowe i tzw. ezoteryczne szyszynki. Aspekty te nie przeczą sobie a wręcz nawzajem podkreślają. Niewiele jest badań naukowych nad szyszynka, ale te, które są, pokazują że istnieje silny związek uszkodzenia szyszynki a konkretnie jej zwapnienia [o czym będzie mowa dalej] z chorobami psychicznym jak schizofrenia, choroba dwubiegunowa, choroba Alzheimera, depresja, udary mózgu. Ludzie, u których stwierdzono zwapnienie szyszynki są pesymistami, nie widzą głębszego sensu życia, nie potrafią odnaleźć w sobie żadnej duchowości. Z reguły istnieje dla nich tylko świat materialny pod postacią jedzenia, picia i gromadzenia przedmiotów i przyjemności lub nieustannie się umartwiają, żyją w poczuciu winy, potępienia, braku miłości. W swoich obserwacjach zauważyłem ze często ludzie ci mówią o Bogu, Sile Wyższej, Absolucie, bardzo tego pragną doświadczyć, ale nie potrafią i szukają wtedy tego w religii, nauce, sektach, narkotykach. Głównie poszukują jednak samodoświadczenia istnienia Siły Wyższej. Więc albo go szukają - jako fanatycy religijni, albo, jako fanatycy nauki czytaj sceptycy, albo szukają rożnych transcendentnych doświadczeń poprzez kontakt z guru, spożywane narkotyki lub inne substancje psychoaktywne 
Można w tym miejscu postawić pytanie co do znaczy samodoświadczyć istnienia Boga? Chemicznie za to jest odpowiedzialna substancja o nazwie DMT, która niektórzy nazywają „molekułą Boga”. Substancja ta jest wydzielana własnie przez szyszynkę. Właśnie ta materialna substancja pozwala doświadczyć ekstazy i przejść dosłownie „w inne wymiary”, doświadczyć poprzez mózg istnienia czegoś większego, czego nadnaturalnego niż to, co ogarniamy podstawowymi zmysłami W przypadku uszkodzenia szyszynki DMT nie wydziela się wcale lub bardzo niewiele. W związku z tym osiągnięcie stanu szczęścia jest prawie nie możliwe. Wiele substancji psychoaktywnych stymuluje DMT. Jednak obranie tej drogi kończy się z reguły źle.
DMT to tylko przekaźnik chemiczny. Przez niego fizycznie dusza oddziaływuje na mózg. Ludzie pragną być szczęśliwi, pragną doświadczać istnienia, czego lepszego, doskonalszego, dlatego sięgają po narkotyki. Wtedy szyszynka w ogóle przestaje wydzielać DMT i kończy się to uzależnieniem. Należy pamiętać, że DMT nie tylko stymuluje chemia, czyli np. narkotyki. Ogólnie DMT wydziela więcej się wtedy, kiedy jesteśmy ogólnie od czegoś uzależnieni np. pracy, seksu, sportów ekstremalnych, walki, pieniędzy, władzy, miłości, nienawiści itd. Każdy nadmierny stan emocjonalny ją stymuluje i zarazem ją, czyli szyszynkę powoli zabija.
Stany uzależnienia zawsze prowadzą do dysharmonii. Zapominamy rytm naszej duszy, który jest częścią Ducha. Ten stan jest aktualnie bardzo powszechny. Wielu ludzi zgubiło swój własny rytm, śpią na jawie, są uzależnieni. Nie potrafią odróżnić tego, co jest dobre od złego. Wierzą w to, co im się mówi i co jest zgodne z ich oczekiwaniami, czyli uzależnieniami. Na przykład mówią ci że potrzebujesz tego czy owego [leku, produktu, urządzenia], bo jest to ci niezbędne, bierzesz kredyt, kupujesz, nieustanie czegoś pożądasz itd. Albo, że pewnych ludzi trzeba nienawidzić i zwalczać , bo są źli, niedobrzy a zastanowiliście się kiedyś, kto to mówi i do kogo, i jeżeli masz w sobie wolę zemsty lub nie lubisz sąsiada to na pewno taka retoryka ci się spodoba. Kiedy ktoś dokucza, powoduje Twój dyskomfort emocjonalny wtedy podświadomie tez chcesz komuś często bliskim dokuczyć albo się odegrać na kimś lub na czymś w swoim otoczeniu.
Kiedy człowiek żyje w harmonii z Duchem to wie doskonale, czego mu trzeba, a czego nie potrzebuje. Wie że to, co daje mu jakikolwiek dyskomfort to proces nauki jego duszy. Stan odłączenia lub zgubienia tego wyższego rytmu nazywam stanem „zzombienia". Być może to, dlatego tyle filmów ostatnie powstało o zombi aby nam pokazać czym się powoli stajemy. Ten stan ogólnie jest znany w przyrodzie np. niektóre grzyby opanowują układ nerwowy mrówek lub innych owadów sterując nimi tak, aby pozyskać więcej żywicieli. A może jest tak, że my - ludzie tez jesteśmy opanowani przez „istoty”, które nami kierują poprzez dawanie nam coraz to nowych uzależnień tak, aby wykorzystać naszą energię. Okazuje się, że nie jest to dalekie od prawdy.

Fluor

Wspomniałem o zwapnieniu szyszynki, jako jednym z podstawowych mechanizmów jej uszkodzenia. Przyczyn jest wiele, bowiem ten narząd paradoksalnie jest słabo chroniony.Chemicznie najbardziej szkodzi szyszynce fluor. Pierwiastek ten jest bardzo aktywny. Ludzie od dawna są narażeni na fluor poprzez produkcje urządzeń chłodniczych, teflonu, w pastach do zębów, w środkach do znakowania w medycynie. Fluorowanie wody to chyba jeden z najbardziej perfidnych mechanizmów wmawiania ludziom korzyści zdrowotnych, a służących tak naprawdę do pozbawiania ludzi wolnej woli. W latach 90-tych, naukowiec o imieniu Jennifer Luke wykonała pierwsze badanie wpływu fluorku sodu na szyszynkę. Stwierdzono, że szyszynka, znajdująca się w środku z mózgu, jest ewidentnym celem fluorku.
Tkanka miękka szyszynki u dorosłego człowieka zawiera więcej fluoru niż jakakolwiek inna tkanka miękka w ciele – jest to poziom fluoru (ok. 300 ppm. Szyszynka zawiera też tkankę twardą (apatyt hydroksylowy), w której zbiera się więcej fluoru (nawet 21 000 ppm) niż w jakiejkolwiek innej tkance twardej w ludzkim ciele (np. kościach czy zębach). Fluorek sodu uwapnia szyszynkę i silnie hamuje jej aktywność. Fluorek sodu jest powszechny w żywności, napojach i piwie też, w wodzie z kranu i w wodzie butelkowanej. Fluorek sodu jest wprowadzony w 90% podaży amerykańskich ujęć wody. Filtry do wody, które można kupić w supermarketach, nie eliminują fluoru. Tylko proces odwrotnej osmozy lub destylacji wody usuwa go skutecznie. Dużo fluoru znajduje się w herbacie – od 1 do 7 mg/100 g w dodatku fluoru łatwo przyswajalnego!!! Spośród produktów spożywczych najwięcej fluoru zawierają ryby, fasola – 1,65 mg/1000 g, ziemniaki – 0,141 mg, marchew – 0,188 mg, szpinak – 0,435 mg, mleko – 0,227 mg, mąka pszenna 0,56 mg/1000 g oraz mięso, kapusta, sałata, rzeżucha, brokuły. Ze względu na tak powszechne występowanie jest prawie niemożliwe usunąć go z diety całkowicie.

Czakra "trzeciego oka"

Chemicznie już wiemy, co szkodzi naszej szyszynce. Ale problem jest wg. mnie schowany jeszcze głębiej. Prawidłowa zbudowana i funkcjonująca szyszynka aktywuje tzw. trzecie oko. Dla wtajemniczonych w nauki ezoteryczne trzecie oko odpowiada szóstej czakrze odpowiedzialnej za jasnowidzenie, brak iluzji, intuicje, percepcje pozazmysłowa, wrażliwość duchowa, wizjonerstwo, realizację drogi duchowej, inspiracje, rozumienie głosu wewnętrznego. Praktycznie większość ludzi ma zamknięte trzecie oko, wielu niestety tzw. jasnowidzących ma je otwarte tylko częściowo.Dlaczego tak jest? Szyszynkę chroni tylko czyste serce i dobre intencje. Czarka serca odpowiedzialna jest za „czystość" szyszynki. Szyszynka zawiera jak już wspomniałem tzw. hydroksypatyt. Substancja ta zachowuje się jak kryształ. Kryształy jest nośnikiem różnych wibracji. Jeżeli szyszynka ma „uszkodzoną" [zwapniałą] strukturę nie jest wstanie przekazać spójnego uporządkowanego rytmu dla wszystkich komórek ciała. Boskie światło, które wnika przez czakrę korony [ciemiączko] nie przechodzi dalej, lub jest „skrzywione". Gdy mamy „zatrute" serce nasza szyszynka jest podatna na wszelkie zanieczyszczenia. Dobrze o tym wiedzieli starożytni Egipcjanie. Słynne oko Horusa to nic innego jak obudzona szyszynka. Od tego wzięła się nazwa szkoły wiedzy tajemnej jako szkoła Lewego i Prawego Oka Horusa

źródło: yantra.pl

Trening otwierania trzeciego oka trwał ponad 20 lat. Dopiero po takim czasie adept mógł bez negatywnych konsekwencji mógł pracować tzw. wyższymi energiami. Obecnie ludzie chcieliby osiągnąć stan oświecenie szybko - najlepiej w 15 min. Obecny stan wiedzy i ogólnej świadomości pozwala znacznie skrócić ten czas, ale może to być obarczone negatywnymi konsekwencjami. Należy, bowiem pamiętać - kiedy rośnie świadomość rośnie wszystko i to dobre i to złe. Zbyt pospieszne otwieranie trzeciego oka np. przez rożnych „guru" lub przez substancje psychoaktywne np. ajahuasca. Kończy się dość katastrofalnym spotkaniem z własnym cieniem, czyli kryzysem duchowym. Bez odpowiednio przygotowania czytaj oczyszczenia nie zabierałbym się za ten proces.

Praca nad osiągnięciem pełni swojego potencjału

Aby uaktywnić szyszynkę potrzeba oczyści serce. Jednak, aby to zrobić musimy oczyścić nasze ciała, emocje i myśli. Jezus powiedział:
"Nie to Cię kala, co do Twych ust wchodzi, a co z Twych ust wychodzi".
To znaczy, że czystość myśli jest potrzebna dla budowy świetlistej świadomości. Myśli ludzkie są jednak zależnie od emocji, czyli podświadomości oraz materii = ciała, czyli nieświadomości.
Pierwsza praca nad oczyszczeniem to praca z emocjami i podświadomością oraz ciałem i nieświadomością. Obejmuje to m.in. prace z rodem, czyli przodkami, prace z archetypami Ojca i Matki, prace ze snami oraz najzwyklejsze oczyszczanie ciała przez posty, tzw. diety sattwiczne, czyli głównie owoce warzywa. Opisanie dokładnego procesu nie jest moim tutaj zamiarem.
Chciałbym wrócić, do tematu dlaczego serce jest tak ważne dla szyszynki. W sercu zaczyna się proces otwierania szyszynki. Serce działa na zasadzie skurczania i rozkurczania się mięśnia sercowego. Na poziomie fizycznym jest to praca naczyniowa. Jednak już patrząc na EKG serca otrzymamy zaskakującą zbieżność z zasada złotej proporcji i strukturą torusa [wg. którego jest prawdopodobnie zbudowany wszechświat]. Brzmi to dość naukowo więc zainteresowanych odsyłam do badań Instytut HeartMath. Serce z szyszynką tworzy biopole elektryczne człowieka.
Poniższy rysunek zaczerpnięty własnie z Instytutu HeartMath zobrazowuje biopole człowieka.


Prawidłowe biopole wygenerowane przez serce otwiera szyszynkę uaktywniając „trzecie oko". Proces ten jest stopniowy trwa czasem wiele lat. Przypomina on jakby rozpuszczanie lub lepiej rozświetlanie wnętrza głowy z czasem i ciała. Fizycznie zmienia się temperatura ciała w różnych jego regionach. Komórki zaczynają szybciej wibrować. Zwiększa się ilość energii, zmienia się DNA. Otoczenie odbiera takie osoby nie zawsze dobrze. Powoduje to wiele konfliktów szczególnie w rodzinie. Ważne jest wtedy, aby zapanować nad własnym EGO czyli nie wywyższać się, nie czuć się lepszymi, być współczującym dla innych, bowiem proces aktywacji trzeciego oka będzie zatrzymany, gdy nad EGO nie zapanujemy.
Zostaniemy wtedy takim półjasnowidzami, takimi pseudoguru albo psedouzdrowicielami. Bowiem wtedy coś już widzimy i potrafimy ale jeszcze potrzebujemy dużo nauki i pokory. Ten moment jest dość trudny. Przypomina mi on studentów 3 lub 4 roku studiów medycznych, którym się wydaje, że już opanowali cała wiedzę medyczną. I co ciekawe czasem stawiają trafne diagnozy, lecz szybko życie uczy ich pokory.
Proces otwierania się trzeciego oka potrafi się zatrzymać na jakiś czas, gdy adept nie przepracował pewnych tematów [traum] rodowych lub inkarnacyjnych. Objawy, które pojawiają się u ludzi często są mylone z uszkodzeniem układu nerwowego. Najczęściej są to rozbłyski światła, bóle głowy, zawroty głowy, rożne zaburzenia widzenia, szumy w głowie i w uszach, skoki ciśnienia krwi. Osobiście doświadczyłem wiele z tych objawów niektóre były bardzo nieprzyjemne. Mnie, jako lekarzowi mającemu odpowiednia wiedzę było je trudno znieść, a co dopiero ludziom nieprzygotowanym do takiego procesu. Z resztą od pewnego czasu lawinowo wzrosła liczna osób z zawrotami głowy, bólami i skokami ciśnienia.
Prawdopodobnie jest to związane z budzeniem się świadomości ludzi. Nasze serca zaczynają inaczej tzn. szybciej wibrować. To bardzo mocno aktywuje szyszynkę i zmienia świadomość. Wiele ludzi szuka pomocy u psychologów i psychiatrów, wielu uczestniczy w różnych kursach duchowego rozwoju. Ogólnie ludzkość się budzi, ale jest i będzie to bardzo trudny i nieprzyjemny proces szczególnie dla tych, którzy nie ufają, nie oczyszczają się i zaprzestają pracować nad wartościami duchowymi. Bowiem jak mawiał mistrz Peter Deunov:
Prawda wyklucza przyjemność, Miłość wyklucza przemoc a Mądrość wyklucza łatwość.
W związku z tym nie bójcie się. Wszystko, co przyjdzie i tak w końcu okaże się dobre. Nie martwicie się o jutro, dzisiaj budujesz podwaliny pod swój dom duchowy. Gromadzenia dóbr materialnych nie jest celem człowieka, gromadzenia wartości duchowych jak najbardziej. I nie chodzi o to, aby się umartwiać. Jeżeli to, co robisz w życiu buduje Twoją wartość duchową i rozświetla Twoja drogę życia to rób to.
Dlatego, tak jak już wspomniałem, czyste serce, czyste intencje rozpuszczą złogi w Twojej szyszynce. To spowoduje że zasłona iluzji spadnie z Twoich oczu i być może będzie to nieprzyjemne, ale na pewno Cię uzdrowi.